środa, 22 maja 2019

Ty, Caroline Kepnes



Mogłoby się wydawać, że każde z nas cieszyłoby się atencją i zainteresowaniem drugiej strony. To, że śledzi nasze media społecznościowe i interesuje się naszym życiem powinno nam imponować i łechtać nasze ego. W końcu to jak posiadanie fana, a kto nie lubi być podziwiany? Sęk w tym, że ten podziw szybko może zmienić się w niepokój, kiedy ktoś podąża za nami krok w krok, a jego zainteresowanie wskazuje na coś więcej niż fascynację naszymi portalami społecznościowymi… Proble stalkingu jest poważny, ale bagatelizowany, a literatura na ten temat dopiero się rozwija, zarówno specjalistyczna jak i popularna. Ale podobna tematyka się rozszerza i na naszym rodzimym rynku oraz napływając zza granicy.

Prawdopodobnie słyszeliście o ,,Ty’’ za sprawą netflixowej adaptacji, bo serial pojawił się u nas jako pierwszy i z tego co słyszałam, nawet cieszy się niezłymi opiniami…

Kiedy początkująca pisarka wchodzi do niewielkiej księgarni w East Village od razu staje się obiektem fascynacji pracującego tam mężczyzny. Zauroczony nią Joe Goldberg korzysta z okazji i na podstawie danych z jej karty kredytowej, udaje mu się znaleźć ją w internecie. W Nowym Jorku mieszka tylko jedna Guinevere Beck. Jej konto na Facebooku jest dostępne dla wszystkich, a stamtąd już prosta droga do poznania jej studiów, miejsca zamieszkania i twittera, na którym dzieli się szczodrze szczegółami na temat prywatnego życia.

Z taką wiedzą Joe może umiejętnie sterować przebiegiem ich znajomości. Powoli przejmuje kontrolę nad życiem Beck i robi wszystko, żeby wpadła mu w ramiona. Usuwa wszystkie przeszkody, które stoją na drodze do ,,ich szczęścia’’. Nawet jeżeli oznacza to morderstwo… Obsesyjny związek szybko nakręca spiralę śmiertelnych konsekwencji…

,,Nie przyszłaś tu po książki. Beck. Nie musiałaś wypowiadać mojego imienia. Nie musiałaś się uśmiechać, ani mnie słuchać. Ale to zrobiłaś.’’

Na pierwszy plan wysuwa się Joe, bo to do niego należy narracja. I nie ukrywam, że mam co do niego mieszane uczucia, zresztą podobnie jak do całej książki. Joe nie studiował i nie kryje swojej pogardy do instytucji wyższego szkolnictwa, podobnie zresztą jak do wielu rzeczy, tematów i osób, ale jest przy tym człowiekiem oczytanym i obytym kulturowo. Chwilami powiedziałabym nawet, że ma ostrą myśl. Ale nie można przymknąć oka na to, że jest człowiekiem zaburzonym psychicznie i byłby dzięki temu niezmiernie ciekawą postacią, gdyby jego kreacja nie została przesadnie naciągnięta w stronę wyuzdania seksualnego. Rozumiem, że fascynacja seksem i obcesowy stosunek do niego miały podkreślić charakter jego sylwetki; zboczonego prześladowcy, ale gdyby jego komentarze dotyczyły samej Beck. Ale nie. Joe potrafi wtrącić niewybredny komentarz o narządach płciowych albo aparycji osób trzecich podczas swoich monologów. I odnoszę wrażenie, że jest tego odrobinę za dużo, bo zabija to fascynację Joe, a budzi raczej zniesmaczenie i w pewnym momencie odpycha, bo podobne wtręty pojawiają się w miejscach, gdzie zupełnie się ich nie spodziewamy.

Samo zjawisko stalkingu, psychika oraz motywacja Joe zostały przedstawione dosyć przekonująco. Ciężko czytało się jednak monologi z jednej strony naszpikowane merytoryczną wiedzą i niepozbawione sensu, a z drugiej przeładowane wulgarną seksualnością. Za to fabuła została wykreowana w taki sposób, że idzie równym krokiem z samym zjawiskiem stalkingu, co bardzo mi się podoba. Tak naprawdę nie ma tu punktu kulminacyjnego, wydarzenia wznoszą się i opadają miarowo. Pokazuje to, że zjawisko tak naprawdę nigdy się nie kończy, są tylko mniej i bardziej nasilone okresy. Wszystko się zapętla i trwa. Zaczyna się od nowa, wydarzenia stają się powtarzalne i schematyczne. Ten zabieg zaskarbił sobie moje uznanie, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że wielbiciele thrillerów mogą poczuć się zawiedzeni, bo odnoszę wrażenie, że napięcie chwilami wręcz umiera. Całość jest okraszona niepokojem, ale jest to raczej delikatne swędzenie niż dreszcz i nie ukrywam, że miłośnicy akcji… pewnie poczują się zawiedzeni.

,,Nagle wypełnia mnie tęsknota za tobą, ty też tęskniłaś, wołam cię, chwytam za drobne ramiona.’’

Również za sprawą długich monologów Joe i dywagacji. Gdybym miała spojrzeć na nie pod względem objętościowym, zajęłyby pewnie z połowę książki. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych jest to nie do przejścia, zwłaszcza, że wystepuje tu specyficzna narracja, jak już wspomniałam. Przemieszanie inteligentnego wywodu w rozbuchaną, wulgarną seksualnością i skrzywionym spojrzeniem na świat.

Przy lekturze tej książki trzeba brać poprawkę na to, że wiele zależy tu od indywidualnych preferencji i od odbioru poszczególnych elementów i całości. Aczkolwiek uważam, że nakreślono tu dosyć wiarygodny portret stalkera i otworzono przed nami drzwi do interesującego umysłu oraz skupiono naszą uwagę na poważnym zjawisku. Tylko TY zdecydujesz, czy chcesz to przeczytać. Niemniej, osoby zainteresowane zjawiskiem i zachowaniami patologicznymi poczują się usatysfakcjonowane.


Za egzemplarz dziekuję serdecznie wydawnictwu


poniedziałek, 6 maja 2019

Raj, Marta Guzowska





,,Czy w ogóle można sobie wyobrazić lepszą, bardziej zachęcającą i bardziej kuszącą nazwę dla galerii handlowej niż RAJ?’’

W pewien sposób ,, RAJ’’ w dobie konsumpcjonizm faktycznie wydaje się najbardziej trafną nazwą. Zachętą dla kogoś, kto pragnie znaleźć się w miejscu, gdzie można dostać wszystko; od podstawowych artykułów domowych po zbytkowne, luksusowe drobiazgi. Gdzie można trwonić czas i pieniądze, i czerpać z tego przyjemność. Obrazoburcza, przedefiniowana na obraz współczesnego społeczeństwa wizja biblijnego raju.  Marta Guzowska odmalowała grubymi krechami obraz galerii handlowych i social media.

Ostatnia sobota przed długim weekendem wydawała się idealnym punktem w kalendarzu, żeby otworzyć galerię  i przyciągnąć tłumy. Ludzie będą chcieli zrobić zakupy przed kilkoma wolnymi dniami,  a nowo otwarty obiekt poda im wszystko na bogato zdobionej tacy. Zachęci, pokusi i przyciągnie, nawet jeżeli nie jest do końca wykończony. Data jednak od dawna była zakreślona podwójnie czerwonym flamastrem. Sobota przed długim weekendem była idealna.

A siedmiu osobom przyszło spędzić noc w tym cudzie. Matka, córka i jej najlepsza przyjaciółka, dwóch dilerów, złodziej i pracownik korporacji, który śledzi wydarzenia z zewnątrz. Dwoje z nich jest przekonanych, że ich życiu zagraża niebezpieczeństwo, jedno chce zdobyć jak najwięcej lajków, ktoś inny pieniądze, ktoś chce wypełnić po prostu swoje obowiązki, a ktoś inny coraz lepiej się bawi.
Co stanie się, gdy raj zamieni się w piekło? Kiedy nie wiadomo, komu można zaufać. Kto dożyje poranka? Każdy jest zdeterminowany, żeby osiagnąć cel.

Wiem, że swojego czasu wyszło sporo książek w konwencji escape roomu, ale do tej pory nie zdarzyło mi się po nie sięgnąć. ,,RAJ'' jest więc dla mnie świeżynką, pokojem rozciągniętym na całą galerię. Pomimo rozległego terenu autorce udało się utkać klaustrofobiczny klimat i zgrabnie poprowadzić narastającą panikę. Okazało się, że w galerii nie ma znowu tak dużo kryjówek po zamknięciu. Po zakluczeniu prawie wszystkich sklepów przestrzeń użytkowa znacząco się kurczy. A niesprawny monitoring nie jest przeszkodą dla tych, którzy chcą kogoś odnaleźć.

Marta Guzowska dobrała postacie w taki sposób, że od początku wiemy, ze coś się wydarzy. Na coś czekamy, a napięcie wyraźnie się wzmaga i aż prosi się o zapytanie czy to już, czy to zaraz? Matka z córką i jej przyjaciółką tworzą jeden ,,obóz’’. Kobieta za wszelką cenę stara się je ochronić, a w szczególności córkę, przed dilerami, bo jest przekonana, że ci je ścigają. Rozpoczyna się gra w chowanego. Z zawodu psycholożka, nie panuje jednak nad swoimi irracjonalnymi lękami; lękiem o córkę, lękiem przed śmiercią i… przed ogniem, a przecież kiedy ogień zaprószy się w zamkniętym obiekcie, to koniec. Do tego do dziewczynek zdają się nie przemawiać twarde argumenty… zwłaszcza do przyjaciółki córki.

,,Dorota nic z tego nie rozumie. I nie chce za bardzo analizować. Chyba się boi, do czego mogłaby dojść.’’

Tutaj na scenę wchodzą social media, bo życie Ce kręci się wokół nich. Jako vlogerce modowej zależy jej jedynie na lajkach i świeżych pomysłach, żeby przyciągnąć uwagę odbiorców. Zdjęcie co godzinę jest jej priorytetem, rozrywka i popularność dominują jej życie. A Dorota ślepo za nią podąża, wywołując tym irytację matki, która sądzi, że z jej przyjaciółki nie będzie niczego dobrego. Jedna z nich ucieka, druga goni za sensacją.

Po piętach depczą im dilerzy, jeden przysłowiowy ,,dobry chłopak’’, który próbuje zarobić na lepszy start i drugi, który przyjechał z Rosji za pracą i uważa Polskę za… mało rozrywkową i sztywną; gdzie Polacy są za bardzo skoncentrowani na pracy. Jeden trzyma drugiego w szachu, ale czyje zagranie będzie końcowym? Ambitnego, młodego chłopaka czy rosyjskiego nieuka?

Bohaterów się tutaj nie lubi, wykreowani są, żeby pewne rzeczy uwypuklić i podkreślić. Można kibicować każdemu, wedle sumienia, tym trochę lepszym, albo gorszym. Niemniej jednak każdy z nich jest odpowiednio umotywowany, żeby robić to, co robi. Nikt nie jest ze sobą związany, tylko akurat tak się zdarzyło, że nawzajem… weszli sobie pod nogi.

Temat social media to już nie rzeka. To wodospad, a autorka dorzuciła kamień do spienionej wody. Uwypukliła fiksację społeczeństwa na punkcie tego, jak postrzegają nas inni. Jaki obraz siebie kreujemy i sprzedajemy. Chcemy cały czas więcej. Aprobaty. Atencji. Podniety. Przyjaciółka Doroty jest produktem obecnego społeczeństwa, bardziej towarem niż osobą, któremu zależy na autoprezentacji. W pewnym momencie zastanowiłam się nawet, czy to wszystko nie jest  nazbyt przerysowane, że ludzie przecież nie są aż tak ślepo zapatrzeni w wirtualną, niebezpośrednią aprobatę? A może tak? Być może tak właśnie miało być…?

,, Ale niech państwo powiedzą, tak szczerze i poważnie, czy można sobie wyobrazić lepszą, bardziej kuszącą i bardziej zachęcającą nazwę niż NIEBO?’’

Pozostawię tę kwestię otwartą. Bardziej bolą mnie wtręty psychologiczne, za którymi przepadam, jeżeli są używane z sensem i pewną dozą wiarygodności. Wiadomo, nie każdy musi w tym siedzieć, więc z ,,pewną''. Tutaj nie jest źle, wątki nie rażą, ale… umówmy się, mało prawdopodobne, żeby rosyjski prostak potrafił przywołać test odroczonej gratyfikacji i wyjaśnić jego mechanizm i konotacje. Nie. Trzeba zrobić coś więcej niż liznąć podstawy i fenomen najpopularniejszych badań.


Całość jednak jest zamknięta w solidnej ramie przyzwoitego thrillera, który przesuwa granicę pojmowania prawdy. Czy prawdą jest to, co się wydarzyło, czy to, co dostrzegają postronni? Co stanie się, kiedy raj zamieni się w piekło? Granicę między nimi może stanowić lajk…


Za egzemplarz dziękuję serdecznie

środa, 1 maja 2019

Remedium, Radosław Rutkowski




Czego oczekuję od dobrego kryminału? Niektórzy stawiają na autentyczność, chcą żeby przedstawione postępowanie odpowiadało faktycznemu stanowi rzeczy. Ja nie. To fikcja i pewne rzeczy mogą być podkoloryzowane. Inni chcą trupa na każdym rogu. Niech włączą sobie wiadomości. Czego chcę ja? Dobrego śledczego. Sarkastycznego wygi. Nawet nie musi być przystojny.

,,Strach jest dobry, ale ignorancja już nie.’’

Przemek Strawczuk, policyjny śledczy z Krakowa, przyjeżdża do Łodzi, żeby pomóc znaleźć sprawcę brutalnego morderstwa. Wraz ze swoim nowym partnerem, Tomkiem Gąsiorem, badają okoliczności zbrodni. Ofiarą jest Katrina, studentka zabita  w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu. Sprawca metodycznie z chirurgiczną precyzją przebijał kolejne narządy dziewczyny, a na ścianie pozostawił napis: ,, Żyłaby, gdybyś otworzyła te drzwi.’’

Prawdopodobnie skierowany do współlokatorki dziewczyny, Pauliny Gaworskiej, z którą ta jednak praktycznie nie utrzymywała kontaktu. Z jakiegoś powodu wiadomość, która zabójca zostawił na miejscu zdaje się skierowana właśnie do niej. Co więcej, dziewczyna była w mieszkaniu, kiedy ten…szykował się do zbrodni.

Dziewczyna zszokowana i przerażona nagłą śmiercią Kariny, chce się odciąć od tych wydarzeń i zapomnieć o tym, co się wydarzyło, ale nie zdaje sobie sprawy, że gra dopiero się zaczęła, a ona została wciągnięta w sam jej środek.

Zabójca chce coś zmienić, sprawić, by ogarniający nas wszystkich marazm i znieczulica ustąpiły. Proponuje brutalną terapię jako remedium. Tylko czy forma i… pacjentka okażą się odpowiednie?

Odlew formy okazał się dobrze znany. Zabójca, który kolejne ofiary traktuje jako wiadomość dla rozhisteryzowanej Pauliny. Nie on pierwszy jest ogarniętym szałem idealistą, który jest przekonany o tym, że to jemu przypada naprawić świat, w którym sprawy źle się mają. Będącym zdania, że ludźmi trzeba porządnie potrząsnąć, żeby naprawić to, co dzieje się wokół. Nie jest to nic odkrywczego, ale dla fanów idealistów, wizjonerów  i… socjopatów, to przyjazne wyciągnięcie ręki.

Sęk w tym, że całość nie toczy się po wyboistej drodze, a raczej po długim płaskim trakcie. Akcja dzieje się w Polsce i zdaję sobie sprawę, że niektórych to odrzuca. W każdym razie mi  w żaden sposób nie przeszkadza. Łódź jest w pewien sposób miastem zasłoną; która za wytartym przepierzeniem skrywa ładne rekwizyty. Z tym, że za dużo trochę tu opisów, starających się nas przekonać do tego, że tak, że to warte uwagi miasto i porządni ludzie z tych śledczych…

,,No niestety, nie każdy jest takim wyrachowanym, zimnym socjopatą jak ty.’’

Tyle, że normatywni i bez polotu. Zdaję sobie sprawę, że taki obraz jest zapewne bliższy rzeczywistości; policjanci kluczą, wija się i nie mogą złapać tropu między palce. Powszedniość. Normalność. Realizm. Tylko po co? Ja chcę starego wygi, albo prawdziwego psa gończego, którego podnieca śledztwo i zapach krwi albo jest nim zmęczony, ale sznur sprawy ciasno go oplata,  a ten zawzięcie jeszcze go zacieśnia. Zrezygnowani. Cyniczni. Zaangażowani. Przesiąknięci tym wszystkim. O takich śledczych, detektywach i policjantach pragnę czytać. Nie o takich, którzy pistoletów używali wyłącznie na strzelnicy, a alkohol określają mianem ,, napoi wyskokowych’’. Wyskoczyć, to ja mogę przy czytaniu czegoś takiego.

Nie mogę też pozbyć się wrażenia, że te śledztwo było prowadzone chaotycznie i bez planu. Że jak się uda, to się uda, jak nie, to trudno, spróbujemy czegoś innego. Że gdzieś tych kompetencji i możliwości nie wykorzystano, a w innym miejscu je przekraczano jak w kontaktach ze świadkami. Panowie powinni porządnie się napić, może wtedy łatwiej trzymałoby się im protokołu. Zwłaszcza, że biedną Paulinę doprowadzili na skraj wytrzymałości emocjonalnej.

Czyta się to szybko, pomimo dosyć obszernych opisów, ale jednocześnie… odnosi się wrażenie, że autor powinien głębiej i szerzej wykopać kryminalny dół, jeżeli ta historia miałaby wybrzmieć w pełni, bo zabrakło mu solidnej łopaty, żeby dokopać się do przyzwoitego poziomu. A nie chodzi o przerzucanie ziemi.


Za egzemplarz dziękuję serdecznie wydawnictwu