sobota, 29 lutego 2020

Honor, kilka słów o dysonansie zbyt szerokiej rozpadliny kulturowej, czyli moje emocje są twoje




Za feminizmem stoję w stabilnym rozkroku, ale przyznaję, że momentami drętwieją mi już nogi. I ten skurcz obejmuje również literaturę. Obserwuję tendencję wzrostową, jeżeli chodzi o książki, w których kobiety ośmielają się zabrać głos. Przed światem, ale też, co równie ważne, zwracają się do siebie nawzajem. Te książki są dowodem, który kobiety wkładają nam w dłonie; za książką kryje się dłoń w dłoni, wiele takich spoiw.

Aczkolwiek lista tematów, które wymagają poruszenia; od nierówności płac, przez niuanse językowe do przemocy seksualnej. Momentami odnoszę przytłaczające wrażenie, że w żadnym obszarze miejsce nie jest wyznaczone po równo. Bo nawet jeżeli nikt mnie nie popycha, to okazuje się, że popycha kogoś innego. A ja to obserwuję.

Niektóre z tych tytułów niosą potencjał dydaktyczny, aktualnie tak przez czytelnika pożądany; napisane prosto, ale poruszające stosowne kwestie. Inne są pogłębione, z zapleczem naukowym i statystką, której nie da się zapomnieć. Zmieniają coś w człowieku. Jako czytelnik mogę pozwolić sobie na płacz, tupanie nogą, nadymanie się i niezgodę na świat. To moja niezgoda i co  z nią zrobię, to będzie. Można te emocje podtykać, jeżeli sięgamy po młodzieżówki, obyczajówki czy non-fiction. Ale reportaż a to do siebie, że czytelnik emocje sam musi wyhodować. Nie można mu ich zaszczepić.

Przez tę książkę przejść bez emocji, to jak przejść przez pustynię bez wody- przegrana sprawa. Na pustyni człowiek dorobi się chociaż malowniczych halucynacji, po przeczytaniu Honoru: obniżonego nastroju co najmniej do końca wieczoru. Stajemy pośrodku salonu rodziny, teraz niepełnego i zakurzonego, bo rodziny już nie ma. Rahman, Aisza i Amina są zbroczonymi krwią cieniami, cielesnymi i oderwanymi, niewidzącymi miejsca, gdzie mogliby zacumować łańcuch bycia.

Co kieruje ojcem, który zabija dzieci, żeby odzyskać honor rodziny? Za przewinę miłości; uczucie starszej do innej kobiety i zatajenie tego faktu przez młodszą. Jakbyśmy się starali, eklektyczna ludzka mozaika to oksymoron. Na niektórych zgięciach się nie łączymy i koniec, a łączenia kultur zgrzytają w sposób, który doprowadza człowieka do ryku. W kulturze, w której promujemy łagodne, pełne zrozumienia wychowania, a jakiekolwiek przejawy fizycznej agresji są postrzegane jako patologia, ciężko jest zwizualizować sobie zaplanowany i ukierunkowany mord naszych dzieci.  Za co? W Jordanii seks pozamałżeński sprowadza hańbę na całą rodzinę. Stosunki homoseksulne sprowadzają hańbę na całą rodzinę. Niemoralne prowadzenie się kobiety sprowadza hańbę na całą rodzinę. Kiedy my używamy tindera, w Jordanii podanie przez kobietę numeru telefonu obcemu mężczyźnie postrzegane jest jako ujma.

Autorka wychodzi na moment poza obręb rodzinnej historii i próbuje umiejscowić zabójstwa honorowe w kontekście zunifikowanego społeczeństwa, religii i kultury. Trafia na mur przerzucający się z jednej strony twardym, bo bezpiecznym tradycjonalizmem i twardym, pchanym siłą rozpędu postępem. Niektórzy w obliczu niebezpieczeństwa i zawodu areną międzynarodową chowają się pod bezpiecznym, znanym dachem, drudzy ten dach przebudowują. Sytuacja patowa, kiedy te dwa typy spotykają się pod jednym Dachem i pat zostanie przełamany na korzyść jednej ze stron. Tutaj nie doczytamy o kompromisach.
Małe dzieci są oswajane z przemocą i nauczone są, że za podobnymi czynami stoją pewne pobudki, które należy sankcjonować. Nie trzeba już szukać usprawiedliwienia, bo słuszność została głęboko ufundamentowana.

Wykonawcy zabójstw honorowych czują jedna coś obok oczyszczenia i dumy z powodu powrotu honoru i wyzwolenia od wstydu. Wystarczy popatrzeć na nich we właściwym momencie.  Jest to jednak konstrukt zbyt złożony, żeby ktoś z zewnątrz prześledził jego strzałki, a w szczególności ich groty.

,,Wyrzuty sumienia, wszystko to,  co bolesne i trudne, skomplikowane lub niejednoznaczne , można było wymienić na honor. To czyniło z honoru rzecz najcenniejszą na świecie. Coś, czego warto było bronić- za wszelką cenę. ‘’

Autorka przyciąga do nas rant sytemu, w którym kobiety zamykane są w więźniach w ramach ochrony przed oprawcą, zamiast niego. Gdzie gwałt jest dla kobiety hańbą a nie krzywdą. Lene Wold stanęła przed dychotomią, której oba końce okazały się zbyt duszne. Musiała opowiedzieć o traumatycznych wydarzeniach, które są częścią kultury i powszechnej tradycji w Jordanii, jednocześnie nie rozciągając jej na każdego członka społeczności. Musiała wysłuchać, przedłużyć odpowiedź pytaniem i nie oceniać, żeby czytelnik również mógł wysłuchać. Dysonans kulturowy okazał się jednak rozpadliną nie do przeskoczenia, tym głębszą, że autorka jako kobieta mogła bardziej angażować się i współodczuwać tragedię ofiar.

Jak sama przyznaje jej stosunek i emocje stały się bohaterami książki, bo nie potrafiła inaczej. Jestem w stanie ją zrozumieć, spojrzeć ze środka wydarzeń i kultury w której się znalazła. Wdzięczna jestem za kawałek kultury, który przybliżyła czytelnikowi i zasygnalizowała, co się w tym kawałku dzieje i jak trudno coś z tym zrobić. Ułomność systemu idzie w wyścigi z ułomnością ludzką. Niemniej jednak, pomimo wdzięczności i radosnego zmęczenia kolejną lekturą na głos kobiecy, zabrakło tu miejsca na ocenę czytelnika niepodyktowaną interpretacją autora, jaką charakteryzowała się Missoula. Wewnętrza konstrukcja tematu nie pozwala na przeczytanie i ustawienie się pośrodku, można się szarpać i miotać, ale stanąć nieruchomo- nie. Autor czytelnikiem dodatkowo szarpać nie musi.


Honor, Opowieść ojca, który zabił własną córkę, 
Lene Wold, tłumaczenie Mariusz Kalinowski,
Wydawnictwo Czarne, 2020

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz